Le Mat, wężowa wioska, to w gruncie rzeczy sieć uliczek na obrzeżach Hanoi. Może kiedyś była to odrębna wioska, jednak teraz wygląda jak mała dzielica miasta. Pojechaliśmy tam na skuterach spróbować dań z węża. Czytaliśmy i słyszeliśmy o tym miejscu dużo ciekawego, także nastawialiśmy się na przygodę. Jednak Le Mat trochę nas zawiodła. Spodziewaliśmy się tajemniczego klimatu, starodawnej otoczki do ceremonii jedzenia węża. Dostaliśmy miejsce, w którym co drugi domek zdobił billboard z wężowym menu, a turystyczna atmosfera biła na kilometry. Wytargowaliśmy cenę w jednej z tych „restauracji” i zasiedliśmy do stołu. Nadal oczekiwaliśmy, że chociaż samo przygotowanie dań będzie stanowić swojego rodzaju rytuał, że zobaczymy coś na swój sposób magicznego, a bijące jeszcze serce węża wypite z ryżówką da nam starożytne siły. Oczekiwaliśmy egzotyki, a dostaliśmy takie oto przedstawienie (krew sika i są flaki; nie dla „mientkich” :D):