5BetweenAmericas Dzisiaj napiszę krótko o strachu przed podróżowaniem. Nie do końca odnośnie Darien Gap, gdzie naprawdę można zginąć. Ale ten epizod zainspirował mnie do napisania tego. Do rzeczy: Im dalej od miejsca tym większa paranoja. Zwróciłem uwagę, że ludzie w krajach Ameryki Centralnej mówili o Darien niestworzone historie, straszyli bez wytchnienia. Potem, już na terenie Panamy, mieszkańcy tego kraju trochę spokojniej podchodzili do sprawy, mówiąc, że można pojechać tylko trzeba być bardzo ostrożnym. Im bardziej zbliżaliśmy się do Yavizy, ostatniego miasta na panamerykanie północnej, tym mniej drastyczne opinie. W końcu poznaliśmy (w autostopie) człowieka, który mieszka na pograniczy Darien Gap od 30 lat. Mówił że przez całe jego życie nigdy nie było żadnych incydentów w wiosce, jedynie słyszał o kilku porwaniach w gęstej dżungli. Ale to też tylko gdy porywacze znali daną osobę i można było się spodziewać okupu. Mówił również, że mieszkańcy wioski utrzymują kontakt z przemytnikami narkotyków, a Senafront (graniczne siły specjalne) dobrze wie kto z wioski macza palce w przemycie. Znał też kilku ludzi którzy Darien przekroczyli, i powiedział nam jak najłatwiej to zrobić. Wygląda na to że mając trochę gotówki na przewodnika i łodzie można przebyć granicę Panama/Kolumbia w miarę prosto.

Przed wyjazdem dostawałem ostrzeżenia od wielu ludzi. „W Meksyku każdy ma broń! Uważaj!”, „W Salvadorze mordują się na ulicach! Uważaj!”, bla, bla ,bla. Generalnie każdy kto podróżuje wie, jak wyolbrzymione są takie stwierdzenia. Nigdy nie ufam opinii ludzi, którzy gdzieś nie byli, a dają porady. Żaden z krajów nie wygląda w rzeczywistości tak, jak jest przedstawiany w mediach. Żaden z krajów nie jest tak niebezpieczny, jak się o nim mówi. Póki sam czegoś nie doświadczę, nie słucham ludzi. Jeśli w jakimś kraju normalni ludzie wiodą normalne życie, to jest to kraj w którym się normalnie podróżuje. Jeśli w danym kraju są jakieś przewroty, wojna czy inne rewolucje, i nawet obywatele mają problemy, wtedy można zakładać że podróż również może być niebezpieczna. Gdy słyszy się, że jakiś kraj ma największy współczynnik zabójstw, jak np. Honduras w Ameryce, to dotyczy to porachunków wśród jakichś gangów, czy przemytników. Turystów nikt nie będzie mordował. Nawet wsiowy głupek wie, że turyści dla kraju to pieniądze dla kraju. Z tego też powody najczęstszym przypadkiem przestępczości na turystach są kieszonkowe kradzieże. Ale pojedź do Barcelony i masz równie duże szanse stracić telefon. Czasem słyszę, że komuś jakiś rabuś groził nożem. Zdarza się. Częściej tutaj, w krajach łacińskiej Ameryki. Można stracić kamerę czy aparat. Jednak są to przypadki marginalne, w skali turystyki. Ułamki procentów (Dane od moich elektroszpiegów). Pewnie prędzej upuścisz aparat do rwącej rzeki, niż ktoś z nożem ci go podwędzi… Zapraszam na film!