Z Bangkoku do Vientiane mamy wygodne połączenie kolejowe. Noc spędzamy w wagonie sypialnym i już następnego ranka mijamy granicę z Laosem. Stolica tego kraju to kameralne miasto, które zwiedziliśmy w jeden dzień. Oprócz kilku landmarków, takich jak złota stupa czy promenada nad Mekongiem, miasto nie oferuje zbyt wiele atrakcji. Przyjemnie się spędza w nim czas w knajpach i spacerując.

Następnego dnia wyruszyliśmy do Vang Vieng, aby zastać wioskę odmienną niż się spodziewaliśmy. Największa imprezownia Laosu, a może nawet (po Koh Phangan- full moon party) całej Azji południowo-wschodniej, była na granicy wypalenia. Młodych backpackerów było niewiele, puby i restauracje pustawe. Trafiliśmy na okres w którym zamykano nadrzeczne bary, a tubing o którym pisaliśmy tutaj zmieniał się z alkoholowej imprezy w relaksujący spływ. O tym co stało się po 5 września 2012 roku z tubingiem przeczytacie w tym artykule , a ja kończę z pisaniem i zapraszam na film :)