Powrót do Bangkoku. Mamy ostatnie dwa dni i jedną noc przed odlotem do Polski. Pierwszego dnia postanawiamy zwiedzić dobre Bangkokowe (Bangkockie – jakie cholera?) zoo. Fajne zwierzaki tam były, słonie, krokodyle, tańczący miś i nasz ulubiony Szczekający Jeleń Albinos (albino barking deer).

Ostatnią noc chcieliśmy spędzić z przytupem, kupiliśmy więc nasz ulubiony rum po którym kac straszliwie męczy, i śpiewająco poszliśmy w miasto. Gdzie Ogórowi i Michowi przydarzyła się filmowa historia. Reszta z nas już zaniemogła i wróciła do pokoju spać, oni w tym czasie dosiedli się do wydziaranego typa z zakazaną mordą. Popijając z nim piwko dowiedzieli się że jest snajperem, walczył gdzieś w Europie. Najlepszym przyjacielem został jego obserwator z czasów wojny. Opowiadał o tym jak to jest zabić, jak strach potrafi paraliżować, i o tym jak pokochał pewną Tajkę i od 4 lat już z nią mieszka. Rozmowa zakończyła się miłym akcentem shotów, po czym koledzy poszli dalej w miasto. Jako że Michu przegrał w karty, miał za zadanie dowiedzieć się jakie są ceny prostytutek. Zadanie okazało się łatwe, wystarczyło przejść się zatłoczoną przez dziewczyny ulicę, a same chętnie podawały ceny za wszelkie akcje jakie można sobie wyobrazić (dla zainteresowanych 500 bahtów (50 zł) standardowa cena ulicznic – przypomnijmy że ich działalność jest nielegalna w Tajlandii, ponadto spora część jest nosicielami chorób). Kiedy udało im się już pokonać szpaler natrętnych kobiet, zaczęło się robić jasno. Stwierdzili że długo już łażą, Bangkok ich wciągnął, pora wracać do guesthousu. Na krawężniku na naszej uliczce, ktoś przykuł ich uwagę. Snajper siedział z twarzą w ramionach, widocznie coś było nie tak. Przysiedli się i dowiedzieli że po tym jak z nimi gadał, skierował się do domu, lecz jego dziewczyna nie chciała go wpuścić. Sprawa wyglądała bardzo poważnie, nie chciała już go nigdy więcej widzieć w swoim życiu. Chłopaki zaczęli go pocieszać, a że wszyscy byli mocno pijani, skończyło się na tym że Ogór zadzwonił do dziewczyny snajpera, i tłumaczył że ten ją kocha. Jednak nasz żołnierz po dłuższej chwili zabrał mu słuchawkę i łamanym głosem powiedział tylko „Fuck you bitch…”.

Satai - najlepsza przekąska świata

Świt w Bangkoku - mnisi

Świt w Bangkoku - uczennice

Ta noc zrobiła na nich spore wrażenie, reszta z nas z trudem mogła uwierzyć w postać snajpera. Cały dzień chłonęliśmy Bangkok, żeby jak najlepiej zapamiętać to miejsce przed odlotem. Było nam strasznie przykro że to już koniec wyjazdu, już wtedy wiedzieliśmy że podróżowanie na tym się nie skończy. Podjadając po raz ostatni wszystkie uliczne przekąski po trochu, zakupując podróbki Ray Banów, popijając ulubione piwo Chang, czekaliśmy na nadejście nieuniknionego – powrót do rzeczywistości…