OLYMPUS DIGITAL CAMERANa końcu doliny Parvati znajduje się wioska. Dojechać można tam tylko potężnymi jeepami lub dojść na piechotę. Sądziliśmy, że miejsce będzie ciche i „naturalne”, jak to Michu ujął „Na skraju Babilonu”. Jednak i tu Babilon dotarł. Rzesze Izraelczyków z Kasol (o których poczytacie tutaj) docierają tu równie chętnie, ciesząc się hostelami (na niskim poziomie, ale również o niesamowicie niskich cenach) i dostępnym tu haszyszem. Na skraju Babilonu dudni również transowa muzyka rodem z Goa, a knajpki są cokolwiek psychodelicznie wystrojone (jedzenie – smaczne).

Z Tosh można wyruszyć jednak na niesamowite treki. Podobno warto pójść do wioski Khirganga, gdzie znaleźć można gorące źródła i bardziej odcięty od cywilizacji klimat (żadna droga tam nie dociera, tylko na nogach da się dotrzeć). Nam jednak trafiła się paskudna pogoda, i lało większość czasu. Deszcz sprawiał że ten trek był niebezpieczny. Wybraliśmy krótszy, który prowadził na zupełny koniec Parvati Valley, do wioseczki Kutla. Około 2 godzin w jedną stronę, wśród niesamowitej przyrody. Co jakiś czas popalając z naszego chillum, szliśmy w magicznej mgle w górę, w górę, aż w końcu dotarliśmy do celu. Poza starym dziadkiem który poczęstował nas czajem, w wiosce nie było nikogo. Za to widok przypominał ten z gry Heroes III z miasta Bastion – jeśli ktoś pamięta to w filmie zobaczy. Zapraszamy: