W Wietnamie jesteśmy milionerami!
Za nasze grube pieniądze wynajęliśmy skutery, jedyny sensowny środek transportu w Sajgonie. Na początku mieliśmy opory, jednak nasz polski kumpel Tatul, który mieszka tu od pół roku, przekonał nas do tego pomysłu. I całe szczęście, bo nie jest to takie trudne na jakie wygląda. Z początku unikaliśmy skrętów w lewo, jednak po godzinie byliśmy juz w stanie dojechać do Reunification Palace, katedry Notre Dame, Bến Thành Marketu, a na koniec dnia wpadliśmy na wykład na sajgońskiej politechnice – Tatul jest tam profesorem angielskiego :D.

Drugiego dnia Tom, wietnamski przyjaciel Tatula zabrał nas na skuterową wyprawę za miasto, do znanej tylko lokalnym restauracji w której nasyciliśmy brzuchy grillowanymi myszami i zabami, węzami i mięsem krokodyla. Wszystko było bardzo smaczne, serio. (ten post napisany został bez uzycia litery „rz” z kropką, bo nie ma tu jej).

Pełną relację wraz z filmem wrzucimy po powrocie.