Jeśli jesteś, lub niedługo będziesz studentem, czytaj dalej. Ten tekst jest skierowany do osób które o tym myślą, lub które po jego przeczytaniu zaczną myśleć. Po (niestety tylko) półrocznym okresie Erasmusa w Hiszpanii – Walencji, mam w głowie kilka przemyśleń, porad i informacji, którymi chcę się podzielić.
Od początku:

Czy jechać?

Jechać. Jest duża szansa, że nie lubisz swoich studiów. Nie chcę mówić za wszystkich, choć opinia wśród znajomych polaków się powtarza. Osobiście moich studiów na Politechnice Gdańskiej nie znoszę. To zepsuta instytucja, która zupełnie nie inspiruje, tylko wysysa życie :D. Jedyną dobrą stroną jest to, że dzięki niej miałem okazję tu przyjechać. W gruncie rzeczy Erasmus to półroczna lub roczna, sponsorowana podróż. Jeśli tak na to spojrzysz, to głupotą jest nie pojechać. Dostajesz kasę na studiowanie w wybranym kraju. Za nic. Nic lepszego na polskich studiach ciebie nie spotka.

Przed wyjazdem.

To najgorszy okres. Trzeba przejść przez cały biurokratyczny proces rekrutacji. Zacznij się organizować już pół roku przed rekrutacją. Na uczelniach z reguły organizowane są spotkania organizacyjne, które wytłumaczą co i jak. Na niektórych uniwersytetach/wydziałach, papierkowa robota załatwiana jest przez uczelnię. Wtedy masz szczęście. U mnie trzeba było wszystko załatwiać z uczelnią partnerską samemu. Miliony maili, zbieranie podpisów, zmiany zmiany. Można się bardzo zniechęcić w tym stadium. Ale polecam po prostu kontynuować, nawet jak nie wszystko jest jasne. Lepiej mieć złe dokumenty, pojechać i potem poprawiać, niż przez złe dokumenty nie pojechać w ogóle. Np. w moim wypadku aplikowałem cały czas na zły wydział, bo robiłem to po hiszpańsku, nie znając ani słowa w tym języku. Dostałem się na ten zły wydział, i potem papierkową robotę dopasowałem tak, żeby grało. Nie do końca tak jak powinno być, ale jak działa to działa. Problemy są do przejścia. Nie dajcie się zdemotywować.

Na wyjeździe.

Jak już uda ci się wyjechać, to jest pięknie. Znaleźć mieszkanie to prosta sprawa. Jest dużo organizacji studenckich, które mogą pomóc. Również większość uczelni oferuje pomoc mentora, czyli studenta danej uczelni, który przez pierwsze dni będzie prowadził ciebie za rękę. Na fejsbuku są grupy, np. Erasmus Valencia, w których ludzie dają ogłoszenia o mieszkaniach. Machina działa sprawnie :). Nie ma najmniejszego powodu, żeby się obawiać.

yhjh

Przez pierwszy miesiąc będziesz zajęty poznawaniem uczelni, zapoznawaniem się z zajęciami, poprawianiem Learning Agreement, czyli spisu przedmiotów do zaliczenia. Już na tym etapie, gdy zobaczyłem uczelnię, poznałem nauczycieli, pracowników biura międzynarodowego itd. wiedziałem, że to inna bajka. Jak na Politechnice Gdańskiej dostaję mdłości na samą myśl o załatwieniu czegoś w dziekanacie, tak tutaj ludzie są mili. Chcą pomóc, to jest piękne. Po rozmowach ze znajomymi na różnych uczelniach zagranicznych odważę się zrobić założenie (choć na pewno nie jest to reguła), że w wielu krajach są to uczelnie dla studentów, szanujące jego czas. Znacznie przyjaźniejsze środowiska. Może wynika to z innych zarobków, może z mentalności, ale kondycja polskich uczelni pod tym względem jest tragiczna.

Czym charakteryzuje się życie na erasmusie? Po pierwsze mieszkasz z dala od rodziny, znajomych, odwiedzisz ich pewnie dopiero na święta. Taka sytuacja wymusza nawet na najbardziej nieśmiałych, aby poznawali ludzi. Przychodzi to tutaj bardzo łatwo, ponieważ wszyscy są w tej samej sytuacji co ty. Tu warto też zauważyć fakt: lwią część kontaktów nawiązuje się z innymi studentami erasmusa. Z lokalnymi mniej. Tak po prostu jest, swój do swego ciągnie, ponadto często dochodzi bariera językowa (ci hiszpanie więcej niż często nie mówią po angielsku!). Wyjścia organizowane dla erasmusowej rzeszy, imprezy, zanim się obejrzysz będziesz miał znajomych z całej Europy. Warto dodać, że lepiej przyjechać samemu, niż ze znajomym. Wiele osób którzy przyjechali z przyjacielem trochę tego żałuje, gdyż mieszkają wtedy z kimś kto mówi w tym samym języku, ograniczając kontakt z obcymi językami. Ponadto mając kogoś u boku, mniej chętnie poznaje się nowych ludzi.

jhgjg

Druga sprawa to bardzo intensywnie wykorzystany czas. Będąc w domu z reguły żyjemy sobie spokojnie, raz na tydzień jakaś impreza, czasem jakiś wyjazd. Jednak tutaj ludzie przyjeżdżają z pewnym nastawieniem. Dostali szansę, więc chcą ją wykorzystać, zwiedzając, poznając itd. Ludzie którzy jadą na erasmusa mają podobny mindset do twojego. W końcu także zdecydowali się na taki wyjazd, pokonali trudności z rekrutacją, dostaniem się, wybrali to miejsce co ty. To już czyni was w jakimś sensie podobnymi. Możesz wiec liczyć, że propozycji na weekend będziesz miał więcej niż jedną. Napisałem, że taki wyjazd to trochę jak podróż, jesteś w nowym kraju. Inna kultura, możliwe że inny klimat, aż chce się zwiedzać. W ciągu pół roku zwiedziłem więcej miejsc w Hiszpanii, niż przez kilkanaście lat w Polsce. To dziwne, ale po prostu atmosfera sprzyja podróżowaniu, i zawsze masz chętnych kompanów. Piękna sprawa.

Rzecz trzecia: język. Przyjechałem wiedząc jak się przedstawić po hiszpańsku, wracam potrafiąc przeprowadzić prostą konwersację (jestem gdzieś na poziomie A2). To bez żadnych dodatkowych zajęć z hiszpańskiego, czy tandemów językowych. A gdybym przykładał się bardziej do nauki języka, mógłbym zajść jeszcze dalej. W każdym razie to miłe uczucie uczyć się organicznie, po prostu żyjąc w konkretnym otoczeniu.

Konkretniej o moim doświadczeniu i Walencji

Mogę z czystym sumieniem i ręką na sercu powiedzieć, że Walencja to świetna destynacja na erasmusa. Osobiście bardzo długo zwlekałem z rekrutacją, i w końcu gdy przestałem prokrastynować i zabrałem się do roboty, w Hiszpanii zostało już niewiele opcji. Walencja była, szczerze mówiąc, pierwszą lepszą. Wiedziałem tylko, że chcę spędzić ten czas z dala od zimy (której nie cierpię), i uczyć się hiszpańskiego. Trafiłem pięknie, gdyż Walencja w ciągu roku ma średnio 318 dni słonecznych. Nie jest tak ciepło jak w Maladze czy Sevilli, ale to słońce, a nie temperatura daje energię do życia. Ponadto do połowy listopada można było kąpać się w morzu, o wiele więcej nie proszę :). Tutejsza politechnika zrobiła na mnie wrażenie, jak z amerykańskich filmów o collegach. Parki, kawiarnie, baseny, pola tenisowe, futbolowe, siatkarskie, wszystko na terenie kampusu. Można by tam żyć. Uczelnia ta jest duża – tworzy ją ponad 40 tysięcy ludzi, studentów, nauczycieli, pracowników. Z tego 2000 to studenci na erasmusie. Dużo ludzi, dużo osobistości, jest ciekawie.

Walencja to również 3 największe miasto w Hiszpanii. Oznacza to, że można znaleźć naprawdę ciekawe dzielnice, życie kulturalne kwitnie, jest co robić. Mimo sporej populacji, miasto nie przytłacza rozmiarami. Wręcz przeciwnie. Zbudowane jest wokół centrum, na rowerze dotrę w 30 minut w każde miejsce, a w te które mnie interesują w 10-15 minut. A na rowerze jeździ się tu wybitnie dobrze – ścieżki rowerowe są wszędzie, a tak płaskiego miasta chyba jeszcze nigdy nie widziałem.

sfsd

Przez całą długość Walencji poprowadzony jest park, w starym korycie rzeki. Oznacza to, że przerzucone są nad nim stare mosty, siedzi w zagłębieniu, a jego długość to 9km. Park ten dodaje Walencji unikalnego charakteru. Z każdego miejsca w mieście jest tam blisko. Ponadto przeogromna plaża, miasteczko sztuki i nauki, biopark, centrum oceanograficzne i stare miasto to miejsca, które dalej tworzą klimat.

23ewr

fgf

Jest to też bardzo wygodne miejsce do życia. Ceny w supermarketach są praktycznie na polskim poziomie, jakość mieszkań do ich ceny w polsce nieosiągalna, no i pogoda przyprawiająca o uśmiech każdego dnia (prawie, w przeciągu pół roku mogę policzyć deszczowe dni na palcach obu rąk). Polecam, polecam, polecam.

MiradorGif

Podsumowując: jedźcie! Bez wahania. Najlepiej na rok, jeśli wasza uczelnia pozwala na dwa semestry. Miło jest mieć świadomość, że mieszkało się i studiowało w innym kraju. Miło jest mieć świadomość, że ma się znajomych w tylu ciekawych krajach, którzy przenocują cię gdy będziesz w okolicy. Miło jest nie musieć znosić zimy (jeśli się jej nie lubi), tylko robić ogniska w górach pod gołym niebem. I miło jest pożyć z dala od wszystkiego co znasz, w zupełnie nowym otoczeniu, z zupełnie nowymi ludźmi. To buduje i uczy. Jedźcie.