Leżał na dętce kołysanej ciepłymi falami morza, zapatrzony w zachód słońca. Ręce delikatnie dotykały powierzchni wody, wiatr przyjemnie orzeźwiał. Jego umysł był czysty, jakiekolwiek problemy które mógl mieć, teraz nie mają znaczenia.
– Mosak?
– ..Co…?
Minęła chwila zanim Tatul odpowiedział:
– Nie wyobrażałem sobie takiego chilloutu.
Sihanoukville jest najbardziej wyluzowanym miejscem w jakim kiedykolwiek byliśmy. Jednak zanim tam trafiliśmy pojechaliśmy do Phnom Penh, stolicy Kambodży, w której to spotkaliśmy się z naszymi koleżankami Adeliną i Niną. Paradoksalnie w tym buzującym życiem mieście zwiedza się miejsca upamiętniające masowe mordy oraz więźienia. Kambodżanie mają bowiem bardzo brutalną przeszłość. Starsi mieszkańcy tego kraju wciąż pamiętają czasy Czerwonych Khmerów, za których rządów zginęło około 1/4 całego narodu. W ich więzieniach torturowano niewygodnych obywateli,a na obrzeżach miasta znajdują się „Killing Fields”, które można porównać do polskiego Oświęcimia. Naród jednak podnosi się po tej tragedii, a turystyka kwitnie.

Więźniowie z Tuol Sleng

Promenada nad Mekongiem z mnichem

Phnom Penh lunch lady

Ulice na przedmieściach Phnom Penh

Po dwóch dużych miastach, Sajgonie i Phnom Penh wyruszyliśmy na prawdziwy chillout do Sihanoukville. Tutaj też dołączyła do nas ekipa Tatula z Sajgonu. Chillout jest tu wyśmienity. Happy pizza, bar Monkey Republic, świetne imprezy, nieziemska plaża i seafood. Żyć nie umierać. Jutro wyruszamy do Angkor Wat.

Ogór czyta Poznaj Świat

Nina jest „ślimakię”

This is epic shit!!!

Karol musiał opuścić plemię

Kulinarne doznania na plaży

Rzymskie ognie na Serendipity Beach

Adelina surf chick

Pełna relacja i film po powrocie!!!