Opodrozy Przed podjęciem decyzji o wyjeździe, zaglądałem na różne blogi podróżnicze. Interesowały mnie tylko te posty, które opowiadały ogólnie o tym jak człowiek się czuje w takiej podróży i czego może oczekiwać. Oczekiwać nie od odwiedzanych miejsc, tylko od samego siebie i nowej sytuacji, jaką jest samotna, długoterminowa podróż. Dlatego stworzyłem ten tekst, w takiej formie jaką uważam osobiście za najprzydatniejszą przed wyruszeniem w drogę na długo, samemu. Czyli jest to tekst skierowany do osób, którym taki pomysł siedzi gdzieś z tyłu głowy!

I. O podjęciu decyzji

Co sprawia że człowiek podejmuje decyzję pojechania na pół roku samemu, gdzieś na drugi koniec świata? Sam jeszcze 5 lat temu traktowałem takie wyprawy różnych ludzi jako mało znacząca ciekawostka. Jednak gdy człowiek zacznie trochę podróżować, coraz dalej i dalej, to prędzej czy później złapie tak zwanego travel buga – czyli nieodpartą chęć podróżowania w coraz to nowe miejsca, coraz częściej. I to jest prawda! Wszystkie znajome mi osoby które raz pojechały gdzieś daleko, planują kolejne wyjazdy, zważając dużo mniej na utrudnienia, niż ci, którzy mniej podróżowali.

Stąd już niedaleko, aby w twojej głowie zaszczepiła się idea długiej podróży. Teraz pozostaje kwestia czy chce się jechać samemu czy z kimś. Większość osób wybierze, całkiem zrozumiale, opcję z kimś. Samemu z premedytacją jadą osoby, które lubią wyzwania i wychodzić poza swoją strefę komfortu. Każdy samotny podróżnik, którego spotkałem w drodze, charakteryzował się ponadprzeciętną ciekawością świata, i pewnego rodzajem chęcią rozwoju osobistego, która przybiera różne formy. Również mieli pewnego rodzaju strach przed „normalnym”, rutynowym życiem.

Moja decyzja o samotnym wyjeździe również opierała się na chęci rozwoju. Szczególnie ważne dla mnie było, żeby być zmuszonym do poznawania i rozmów z nowymi ludźmi, co zawsze mnie lekko stresowało. Dodatkowo rok wcześniej byłem na Erasmusie w Hiszpanii, i miałem już jakieś podstawy hiszpańskiego. Chciałem nauczyć sie swobodnie porozumiewać w tym języku, skoro już zacząłem naukę, a nie ma lepszego sposobu niż podróż do krajów, gdzie nie dogadasz się w innym.

Ponadto wizja samotnej półrocznej podróży strasznie podobała mi się w kontekście wspomnień, które kiedyś będę miał i historii, którą będę mógł opowiadać moim dzieciom :D. Żyjemy tylko raz, takiej podróży się nie zapomina, i bardzo urozmaica życiowe CV.

quote1

II. O przygotowaniach

Nie wspomniałem w poprzednim paragrafie o osobach które decydują się na dużą wyprawę, bez wcześniejszych podróżniczych doświadczeń. A takich osób jest sporo, ludzi którzy często stwierdzają, że męczy ich dotychczasowa praca czy rutyna życia, i pora to zmienić. Dla nich taka decyzja to duża sprawa, i sporo poświęceń, typu rzucenie pracy, sprzedanie mieszkania… Znajdziecie sporo blogów ludzi właśnie w takiej sytuacji, są bardzo motywujące. Ja nic o tym niestety napisać nie potrafię.

W moim przypadku było inaczej. Właśnie kończyłem studia, moja praca opierała się na zleceniach, więc nic porzucać nie musiałem. A to że kiedyś w taką podróż pojadę, czułem juz od dawna. Nie była to więc kwestia drastycznej zmiany życia. Po powrocie z Erasmusa miałem około rok na zarobienie kasy. Oczywiście każdemu odkładanie pieniędzy zajmie różną ilość czasu, w zależności od pracy i wydatków bierzących. Żadnych innych większych przygotowań nie czyniłem. Założyłem konto dolarowe, żeby mieć tańsze wypłaty z bankomatów, wykupiłem ubezpieczenie. Gdy już widziałem, że niedługo na moim koncie uzbiera się wystarczająca kwota, aby odbyć zaplanowaną podróż (liczyłem 3000zł na miesiąc), zacząłem szukać biletu w jedną stronę. Bilet kupiłem 3 tyg prze datą wylotu, korzystając z promocji jaką często znajdziemy w lotach czarterowych, gdy firma turystyczna nie zapełni całkowicie samolotu wczasowiczami do np. Cancunu.

3000 zł na miesiąc to dobra kwota. Pozwala przy stosunkowo oszczędnym trybie codziennego życia korzystać również z różnych atrakcji, jakie oferują różne kraje. Np. wjazd na Machu Picchu, rowerowa wyprawa po Drodze Śmierci w Boliwii, lekcje surfingu w Meksyku, czy wypożyczenie motorów w Nicaragui. Spotkałem kilku podróżników, którzy mieli mniejszy budżet, i musieli odpuszczać najpiękniejsze miejsca i najciekawsze przygody. Uważam, że lepiej posiedzieć w domu i pozarabiać dłużej, niż pojechać w podróż w której na każdym kroku trzeba się ograniczać, a nie czerpać z tego co oferują dane kraje. Lub poprostu podróż skrócić (co z resztą zrobiłem, o jeden miesiąc).

Bardzo ważną rzeczą jest, aby spakować się całkowicie w jeden plecak, nie mieć nic do noszenia w rękach. To niesamowicie poprawia komfort podróży i daje poczucie bezpieczeństwa, gdy wiesz, że pilnować trzeba tylko jednego bagażu. Spakowałem tylko podstawowe rzeczy, w podróży naprawdę wiele nie potrzeba, o czym szybko się człowiek przekonuje. Polecam wziąć laptopa, żyjemy w świecie gdzie połowę spraw da się załatwić przez internet. Do tego zapewnia rozrywkę gdy jesteśmy sami.

quote2

III. O początkach podróży

Teraz już wiem, że pierwszy tydzień czy dwa samotnej podróży warto zaplanować. Uczucie, kiedy budzisz się na drugim końcu świata zupełnie sam jest przytłaczające :D. Ilością możliwości, rozmiarem wolności w podejmowaniu decyzji, i uczuciem odległości od wszystkiego co nam znane. Ja nie miałem zaplanowanie nic, nie miałem ze sobą przewodnika, chciałem zdać się na los. To sprawdza się dobrze gdy już jest się w dalszej części podróży, jednak na początek dla spokoju ducha warto mieć jakiś plan, na rozgrzewkę.

Po jakimś czasie człowiek zaczyna się przyzwyczajać. Wie już jak to działa. W międzyczasie pojawia się potrzeba kontaktu z ludźmi. I właśnie gdy poznasz swoich pierwszych znajomych w drodze, podróż nabiera właściwego tempa. A poznawanie ludzi z czasem przychodzi coraz naturalniej. Na początku to spotkania w hostelach, gdzie ktoś zaprosi cię do gry w bilarda, czy zaproponuje fajkę. Jednak po jakimś czasie jesteś w stanie zagadać do każdego. Podróżnicy w drodze trzymają się razem, i rozmowa w każdej sytuacji jest zupełnie naturalna. Gdy poznasz grupę ludzi, będąc zupełnie niczym nieogranicznonym możesz zacząć podróżować przez jakiś czas z nimi. Planujecie kolejne destynacje, zwiedzanie miasta, pojechanie na rowery, zjedzenie w knajpie i wieczorowe piwko. Od innych podróżników dowiadujesz się, gdzie warto pojechać i co zobaczyć. I w taki sposób organicznie twoja podróż zaczyna się formować.

IV. Poznani ludzie

Bardzo lubiłem okresy gdy poznawałem nowych ludzi i mogłem z nimi spędzić trochę więcej czasu. Taką ekipę miałem na wigilię w Puerto Escondido, Gwatemalę i El Salvador zjechałem z dwoma poznanymi szwedkami. W Nicaragui zaprzyjaźniłem się z grupą Kanadyjczyków, którze ciągali mnie na wspinaczki po wulkanach i pierwsze próby jazdy na motorze crossowym. Kostarykę i Panamę przejechałem Autostopem z Pashą, w Kolumbii jeździłem na wyprawy rowerowe z dwoma typkami z Amsterdamu. W Peru spędziłem trochę czasu z Paczkami w Podróży, a w Boliwii z kolorową ekipą Koreańczyków i Angielek.

W każdym etapie podróży miałem jakiąś grupkę poznanych ludzi, jednak na początku było ich więcej i na dłużej. Wynikało to z dwóch faktów – raz, Ameryka Centralna od której zacząłem jest bardziej zagęszczona backpackerami, kraje mniejsze i wszyscy pokonują mniej więcej tą samą trasę. Dwa, że będąc długo z ludźmi, człowiek nabiera również ochoty na zupełnie samotne spędzanie czasu, poczytanie książki i pooglądanie seriali.
Ludzi w podróży poznaje się łatwo, ponieważ łączy was podobna sytuacja. Jesteście z założenia choć trochę podobni, bo zdecydowaliście się na podróż w te rejony. Oczywiście w podróży poznałem też sporo ludzi których nie polubiłem, ale nigdy nie jesteś na nich skazany, możesz po prostu ruszyć dalej w drogę. Znakomita większość poznanych osób była jednak super!

quote3

V. Dalej w podróży

Taka podróż to nie wakacje, to nie ciągłe zwiedzanie i odkrywanie z fascynacją nowych miejsc. Na początku tak się wydaje, jednak po kilku miesiącach twoje otoczenie zaczyna tracić ekscytujące kolory. Zwyczajnie zaczynasz się przyzwyczajać. Odbierać świat tak jak lokalni. Zaczynasz zwalniać. Zobaczenie kolejnej rzeki, wodospadu czy wulkanu mało już ciebie interesuje, bo widziałeś ich już mnóstwo.
Dobrze mieć jakieś zajęcie które cię wciąga. Dla mnie to był surfing, oraz te aktywności które wymagały ode mnie wysiłku (wspinaczki, rowery) albo te które podnosiły adrenalinę (np. motory). Jednak cały czas się tak nie da.

Wtedy zaczyna się moim zdaniem ta ważniejsza część podróży, w której zaczynasz mieć głębokie przemyślenia. Na początku wyprawy ekscytacja nowymi miejscami i ludźmi zagłuszała wszystko inne. Teraz zaczynasz zwalniać i myśleć o domu, o rodzinie, o znajomych i o życiu generalnie. Ciężko to opisać, bo jest to bardzo personalna sprawa, takie wnikanie w siebie. Jednak patrząc na blogi innych podróżujących w pojedynkę osób zauważam, że każda prędzej czy później w takim etapie podróży się znajduje.

Jest to trudniejsza część podróży, bo musisz czynnie zacząć doceniać swoją sytuację. Częściej masz myśli, że fajnie byłoby już być w domu, i myślisz o tym jak chciałbyś po powrocie dalej potoczyć swoje życie, jakie wartości z podróży na nie przenieść. Trochę tęsknoty, trochę patrzenia nocą w gwiazdy, których nie znasz, i zaczynasz doceniać wszystko co masz w domu ;) Dla mnie ten moment to był ostatni, 5 miesiąc w drodze. Może właśnie dlatego, że już czułem nadchodzący koniec.

quote4

VI. Po powrocie – co taka podróż daje

Oprócz niesamowitych przygód i wspomnień na całe życie, podróż ma realny wpływ na Ciebie po powrocie. U mnie zmieniło się sporo rzeczy. Zaczynając od takich przyziemnych, na głębszych sprawach kończąc:

– nauczyłem się hiszpańskiego na tyle, że mogłem pod koniec bez problemu konwersować z lokalesami
– nauczyłem się surfować i jeździć na motorach crossowych
– poprawiła mi się kondycja (to zapewne z powodu całkiej dużej ilości trekkingów oraz wysokości na jakie byłem wystawiony przez ostatni miesiąc podróży – życie ponad 3000-4000 m.n.p.m robi swoje :D)
– poznałem wielu wspaniałych ludzi z różnych zakątków świata, z którymi do dziś utrzymuję kontakt i zamierzam odwiedzać w przyszłości
– czuję się lepiej samemu w sytuacjach towarzyskich, z każdym rodzajem ludzi, czy to młody czy stary w podróży spotkałem ich pełno
– przeczytałem dużo więcej książek niż czytam w domu :D
– długa podróż to idealna okazja żeby zmienić swoje przyzwyczajenia. U mnie było to np. wstawanie dużo wcześniej niż zwykle, i udało mi się to przenieść na życie w domu
– większe poznanie samego siebie, tak poprostu jest jak się spędzi z samym sobą tyle czasu. Bardzo ważna rzecz uważam
– uzmysłowiłem sobie czego oczekuję teraz po powrocie od życia i jakie plany muszę przedsięwziąć żeby to działało
– zacząłem bardziej doceniać takie zwykłe życie w domu, swoje miasto i w ogóle nasz sposób życia. Człowiek się napatrzy jak żyją w takiej Boliwii na przykład, i dziękuje bogu że urodził się w Polsce.
– wiem teraz, że nie będę planował kolejnej długiej, samotnej podróży już nigdy. Raz chciałem to zrobić, i raz wystarczy – dało wystarczająco dużo. Jednak nie ma to jak dzielić piękne chwile z ludźmi naprawdę bliskimi

Ta podróż to jedno z ważniejszych wydarzeń w moim dotychczasowym życiu, i nie żałuję ani sekundy w niej spędzonej, ani grosza na nią wydanego. Fantastyczne doświadczenie! Jedźcie!