Autorzy przewodników Lonely Planet zdecydowanie odradzali nauki jazdy na skuterze w HCMC i Hanoi. Kiedy oglądaliśmy filmiki z tych miast, rzeczywiście pomysł wydawał nam się nietrafiony. Ulice największych miast Wietnamu to rzeki motorków, liczonych w milionach. Pierwsze spotkanie z miastem to przejazd taxówką z lotniska na ulicę Bui Vien – turystyczne centrum miasta. Patrząc przez okno zrozumieliśmy z czym mamy do czynienia. Z każdej strony otaczały nas skutery, trąbienie zlewało się w jeden ciągły dźwięk. Wtedy jeszcze nie zdawaliśmy sobie sprawy, że już następnego dnia będziemy częścią tutejszego ruchu. A wszystko za sprawą Tatula (naszego przyjaciela, który w Sajgonie przebywał już od pół roku).

Kiedy zakwaterowaliśmy się i obeszliśmy wszystko co ciekawe wokół Bui Vien, przyszła pora na dalsze wyprawy. Najpierw wypróbowaliśmy autobus, szybko wykluczając go jako opcję. Korki w mieście uniemożliwiają sprawną jazdę autobusów, dowiedzieliśmy się że w godzinach szczytu w ogóle nie kursują. Taxówki są sprawniejsze, jednak kosztują więcej. Tak więc Tatul namówił nas na skutery.

– Ok, słuchajcie, jedźcie za mną. Na początku nie będziemy skręcać w lewo.
– Ale jak się to uruchamia?
– Przekręcasz kluczyk, lekko manetkę i wciskasz czerwony guzik.


Ruszyliśmy. Skuterki wyczuliśmy na pierwszej prostej. Wszyscy wynajęliśmy automatyczne, więc jedyne co trzeba było robić to przyspieszać i hamować. Mimo, że na pierwszy rzut oka na to nie wygląda, na ulicach panuje kilka zasad:
1. lewy pas zarezerwowany jest dla samochodów
Hmm, to chyba jedyna zasada :). Na większych skrzyżowaniach zainstalowane są światła z odliczaniem do zielonego (zwykle 30 sekund). Są one przestrzegane i zdecydowanie ułatwiają ruch. Jazda generalnie jest stosunkowo bezpieczna. Wietnamskie ulice poruszają się w tempie 20-30km/h, ciężko więc o poważny wypadek. Stłuczki się zdarzają, jednak Wietnamczycy szybko spostrzegają turystów na skuterach, i zachowują się przy nich bezpieczniej. Warto pamiętać, żeby nie wykonywać gwałtownych skrętów. Możemy również pozazdrościć ulic mieszkańcom Sajgonu i Hanoi. Nawierzchnie są perfekcyjne, niezniszczone przez ciężarówki, czy zimę.
Ruch prawostronny dodatkowo ułatwia naukę jazdy na skuterach. Jedynym wyzwaniem z początku są skręty w lewo. Trzeba nabrać odwagi i albo przejechać zanim skutery z przeciwległego pasa ruszą, albo powoli, sukcesywnie przeciskać się, ignorujac trąbienie. Szybko nauczyliśmy się pierwszej opcji. Już drugiego dnia czuliśmy się nie gorszymi kierowcami niż Wietnamczycy. To naprawdę szybko wchodzi w krew. Trenowaliśmy jeżdżąc pomiędzy atrakcjami Sajgonu:

Trudne początki na Bui Vien, backpackerskiej ulicy Sajgonu

Katedra Notre Dame w Hồ Chí Minh City

Zabytkowy Urząd Pocztowy

Świeża ‚wężówka’ prosto z Ben Thanh Market

Zachód słońca z Bitexco Tower

Nocna panorama, Phu My Bridge

Jest jeszcze jedna sprawa o której należy pamiętać. W Wietnamie wymagane jest ich prawo jazdy. Czytałem o przypadkach gdzie policjanci zatrzymywali turystów i wstawiali mandat lub wymuszali łapówkę. Jednak wypożyczając skutery nikt nigdy nie sprawdzał czy potrafimy jeździć, ponadto wiele razy zdarzało nam się pytać policjantów o drogę. Wydaje mi się bezpiecznym stwierdzenie, że póki jeździsz ostrożnie, w kasku, nikt nie będzie robił problemów. Przekonajcie się więc sami, że najlepszym sposobem na zwiedzanie wietnamskich miast jest skuter! Szerokiej drogi!