Mimo że byliśmy w stolicy Laosu, było cicho i spokojnie. Słońce ogrzewało uliczki pomiędzy niskimi budynkami, na których mieszkańcy leniwie prowadzili swoje interesy. W Vientiane spędziliśmy tylko jeden dzień, nie ma tam za wiele do zobaczenia. Jednak pijąc piwko na promenadzie ciągnącej się wzdłuż Mekongu i podziwiając zachód słońca, od razu poczuliśmy, że w Laosie odpoczniemy jak nigdy.

Zachód słońca na promenadzie

Rano pojechaliśmy do Vang Vieng, miasteczka mającego złą sławę z powodu młodych turystów zapijających się lokalną whiskey na tubingu – spływie na dętkach po rzece. Jednak nasze doświadczenie było zupełnie inne. Poza sezonem backpackerów jest mało, a tubing okazał się nieziemsko relaksujący. Sceneria jak z Jurassic Park, w barach po drodze chillout, pogoda idealna. Vang Vieng offseason jest świetne.

Vang Vieng- Jurassic Park

Odpoczynek po ciężkim dniu na tubingu

Blue Lagoon

Ostatnim przystankiem w Laosie było Luang Prabang, miasto jako całość wpisane na listę UNESCO, położone wśród gór. Po dniu spędzonym na rowerach, kursując uliczkami od świątyni do świątyni, stwierdziliśmy że miasto jest przepiękne. Jednak życie w nim wygląda jak społeczny eksperyment – wszystko jest niewiarygodnie spokojne i powtarzalne.

Zwiedzanie Luangu na rowerach

Panorama miasta

Night market

Wodospady Kuang Si

Widok ze szczytu wodospadu

Pełna relacja i film po powrocie!