Untitled-1Kasol to miejscowość w Parvati Valley w Himalajach. Nie mieliśmy tam jechać – planowaliśmy wybrać się do Manali, jednak w Shimli spotkaliśmy grupkę podróżujących anglików, którzy opowiedzieli nam o tym miejscu. Mieliśmy ochotę na zaciszne miejsce pośród himalajskiej natury. Manali to duży ośrodek, Kasol to to czego szukaliśmy. Jest to miejsce mocno zdominowane przez turystykę, i to bardzo konkretną bo skierowaną do Izraelczyków. Przyjeżdża ich tam mnóstwo, tak więc w knajpach można znaleźć cały asortyment dań bliskiego wschodu. „Tuystyczność” Kasol sprawia, że jest tu bardzo dużo dobrych knajpek, wszystkie z tarasami nad rzeką lub skierowanymi ku szczytom. Hosteli również nie brak. Tak więc miasteczko to jest idealne do wypoczynku w komforcie (i w niskich cenach, żydowskie towarzystwo jednak trochę stereotypowo się zachowuje). Jednak wystarczy przekroczyć rzekę z jednej strony, lub skierować się w las z drugiej, żeby znaleźć się pośród natury, i to naprawdę zjawiskowej.

Stałym punktem naszych dni w Kasol, oprócz jedzenia dużych ilości świetnych potraw, były kapiele w gorących źródłach. Po przekroczeniu mostku na rzece skręca się w prawo na bardzo stromą dróżkę, która wiedzie do nadrzecznej plaży. Tam niestety brzydko obudowane betonem znajdują się hot springs, o temperaturze wody 43 stopni. Niesamowicie przyjemne miejsce do prawdziwego chilloutu. Gdy się człowiek wygrzeje, warto wskoczyć na chwilę do mroźnej rzeki dla orzeźwienia i poprawienia krążenia :D. Było wspaniale. Poznaliśmy starszego pana z Australii, który podróżuje po świecie, aktualnie przebywał w Himalajach już od 3 miesięcy. Bardzo ciekawa osobistość, lubiąca palić dużo charasu – wszechobecnego w Parvatii Valley haszyszu o bardzo wysokiej jakości. Nie można nie wspomnieć o tym, że dolina Parvati to miejsce znane w Indiach i na cały świat właśnie z rosnącej tu WSZĘDZIE marihuany. Wyrabianie charasu jest obok turystyki jednym z ważniejszych źrodeł dochodu tutejszej ludności. Również kultura tutaj obraca się wokół tejże rośliny, ciężko żeby było inaczej gdy dzikie krzewy rosną nawet przed posterunkami policji :)
Post z Parvati Valley który pisaliśmy z podróży znajdziecie tutaj pod tym odnośnikiem, a tymczasem zapraszamy na film: