Subiektywny przewodnik po Indiach (Rajasthan i okolice)

Słowo wstępne

I N D I A – I’ll Never Do It Again; tak często rozszyfrowywali tą nazwę mieszkańcy NEPALu (NeverEnding Peace And Love). Ta swoista docinka jest uzasadniona. Indie to męczący, brudny kraj, który często odstrasza turystów do tego stopnia, że wrócić ponownie nie chcą. Nie polecamy Indii na pierwszą podróż po Azji z dwóch powodów:
1. Indie są bardzo intensywne i męczące, mogą dać złe wrażenie o Azji i zniechęcić do podróży w ogóle
2. Indie są bardzo intensywne i męczące, i dzięki temu najciekawsze! Po zobaczeniu tego kraju, i doświadczeniu przygód jakie z pewnością przyniesie, cała reszta nie dostarcza już tak osobliwych wrażeń, inne kraje wydają się zbyt spokojne, czegoś w nich brakuje
Nam Indie podobały się wybitnie, należymy do kategorii osób z podpunktu drugiego :). Przejdźmy do rzeczowej części tego poradnika…

Noclegi

W Indiach można spać w fajnych hotelach, ale my tak nie robimy. Guesthousy itp. w Indiach to sprawa wybitnie tania. Cena za nocleg od osoby w naszym wypadku wynosiła od 7 do 15 zł. Za takie pieniądze dostawaliśmy pokoje z własną toaletą, sprawnymi wentylatorami i oknami, a to są jedyne trzy sprawy na które zwracamy uwagę przy doborze noclegowni (zdziwić się można, ile jest w tym kraju pokoi do wynajęcia zupełnie bez okien). Czasem zdarzał się i telewizor. W dużych miastach jest drożej niż w mniejszych miejscowościach. Często się targowaliśmy, żeby dostać niższą cenę – był sierpień, okres poza sezonem, co było dobrym argumentem na naszą korzyść.

Transport w miastach

W każdym odwiedzanym przez nas mieście było mnóstwo riksz (trójkołowe wehikuły z pierdzącymi silnikami, zwane w innych krajach Azji również tuktukami). Jak bardzo byśmy się nie zgubili, zawsze gdzieś w oddali pojawiała się charakterystyczna sylwetka naszej podwózki. Każda ma licznik, jednak żaden kierowca go nie używa. Dużo więcej dostają ustalając cenę z klientem, więc nawet gdy się prosi by jechali z licznikiem, śmieją się i odmawiają. Można śmiało założyć że 90% rikszarzy rzuci nam, turystom, cenę co najmniej dwa razy wyższą, niż być powinna (nie mówiąc już o cenach dla rodaków, które są znacznie niższe). Cenę zawsze ustala się więc przed rozpoczęciem podróży, targując się ostro, aby potem nie zostać obciążonym jakąś absurdalną kwotą. Po jakimś czasie w danym mieście zyskuje się orientację, jaka powinna być zapłata w stosunku do przebytego dystansu. (np. w Delhi płaciliśmy około 50 rupii (ok. 3 zł) na trasach do pobliskich atrakcji). Jeśli jakiś uparty kierowca nie chce z ceny zejść, wystarczy zacząć iść w stronę kolejnego rikszarza, aby nasz delikwent szybko zmienił zdanie. Ponadto jeśli podejdziesz do rikszarza z destynacją i rozsądną propozycją ceny od razu, będzie on widział żeś nie świeżak w te klocki, i z reguły bez dwóch zdań ruszycie w drogę.
Kierowcy riksz rzadko robią problem, aby do jednego pojazdu zapakować całą ekipę, tak więc z reguły w 5 osób mieściliśmy się w jedną, zniżając w ten sposób koszty.

W Delhi mamy również metro, które może okazać się tańsze dla samotnego podróżnika, jednak przy większej paczce znajomych riksza to pierwsze i ostatnie rozwiązanie. Btw metro w Delhi jest bardzo nowoczesne. Schodząc w podziemia na stacje ciężko uwierzyć, że to nadal te same Indie.

Transport długodystansowy

Pociągi. Nie ma co się długo rozwodzić, pociągi to nierozłączna część Indii i najzacniejszy sposób żeby przemieszczać się po tym kraju. Połączeń pomiędzy dużymi miastami jest dużo, widoki z podróży niezapomniane, ceny niskie, a i można się wygodnie wyspać i odpocząć od gwaru miast. Aby uniknąć różnych oszustw i scamów związanych z kupowaniem biletów (mieliśmy takie przygody), polecamy stronę www.cleartrip.com. Witryna poświęcona jest w całości transportowi w Indiach. Kupicie na niej każdy bilet bez najmniejszych problemów. Kafejki internetowe w miastach znaleźć nie trudno.

Odradzamy podróże autobusami. Kierowcy to maniacy wyprzedzania na siódmego, drogi są często zakorkowane, a dźwięki najrozmaitszych klaksonów doprowadzają do szału. Autobusem jechaliśmy z Delhi do Agry, i zamiast planowanych 3-4h jechaliśmy ponad 8, zbierając po drodze pasażerów, aby wykorzystać każde wolne miejsce i zatrzymując się w paskudnych restauracjach, które dawały kierowcom prowizje.

Jedzenie

Jedzenie w Indiach niektórym smakuje, a niektórym nie :D. Jest tanie. Jest w znakomitej większości wegetariańskie. Hindusi nie jedzą wołowiny, gdyż krowa jest święta. Islamiści, których również tu nie brak, nie jedzą wieprzowiny, gdyż świnia jest niekoszerna. Zostaje nam kurczak (oraz czasem baranina czy kozina (?)). W hinduskim Mc’Donaldzie Big Mac is not a Big Mac, they call it Maharaja Mac. A kotlety w środku są drobiowe.


Generalnie odradza się jeść w Indiach street fooda, z powodu bardzo odmiennej flory bakteryjnej, która może doprowadzić do schorzenia zwanego tu potocznie Delhi Belly, czyli intensywnego rozstroju żołądka. Nie poleca się również jedzenia świeżych owoców i warzyw, chyba że są własnoręcznie obierane ze skórki. Woda z kranu jest niepitna i również inna od naszej pod względem bakteriologicznym :D. Nam się udało przetrwać miesiąc w Indiach bez większych żołądkowych problemów (mimo że czasem zjedliśmy rzeczy z ulicy, ale głównie te po solidnej obróbce cieplnej typu smażone czy pieczone w piecu tandoor), jednak słyszeliśmy dużo historii znajomych o womitach nie z tej ziemi :D.

Alkohol i używki

W Rajasthanie i okolicach alkohol sprzedawany był tylko w sklepach rządowych, które zamykano koło 22. W pubach do 23 jeszcze dało się coś wypić, jednak o północy wszystko było już zamknięte. Picie w miejscach publicznych chyba jest zakazane :D – piliśmy jedno piwo w parku, kiedy podeszli do nas dwaj policjanci. Nie mówili po angielsku, w każdym razie kiedy wyrzuciliśmy butelki puścili nas wolno. W Indiach zakazane jest również palenie marihuany i haszyszu, co jednak dziwne, w niektórych miastach, w sklepach rządowych można kupić ciasteczka z tym specyfikiem (Jaisalmer), albo wypić bhang lassi (Varanasi). Nie rzadko widzi się również sadhu, którzy za pomocą swoik fajek chillum, raz po raz wydmuchują chmurę haszowego dymu, i nikt z tego powodu nie robi im problemów.

Zwyczaje

Krowy są święte, nie tykać w zły sposób.
W metrze jest osobny przedział dla kobiet, nie wchodzić jeśli się jest mężczyną.
Targowanie się jest normalne.
Je się tylko prawą ręką, również nią się wita. Lewa ręka uważana jest za nieczystą, if u know what i mean.
Generalnie wierzenia religijne w Indiach to poważna sprawa, mocno zakorzeniona w życiu codziennym, więc respekt i szacunek powinien być zachowany.

Pogoda

Indie to tak rozległy obszar, że mówienie o pogodzie w kraju jest bez sensu. Sprawdźcie sobie sami jak wyglądają warunki atmosferyczne w miejscu do którego jedziecie.
Możemy tylko spostrzec, że w sierpniu, gdy byliśmy w Rajasthanie i okolicach było całkiem przyjemnie. Było ciepło, jednak nie przytłaczająco, padało rzadko. W Jaisalmerze, miasteczku na skraju pustyni Thar złapały nas największe opady, mimo naszej pewności, że na pustyni słońce będziemy mieli gwarantowane. Taka niespodzianka, jeździliśmy na wielbłądach w deszczu. Druga sprawa to Varanasi, miasto nad Gangesem. Rzeka miała tak wysoki poziom, że ghaty (schody do rzeki) były 10 metrów pod wodą. Zdarza się to czasem, gdyż opady monsunowe oraz słońce topiące lodowce i śniegi zasilające Ganges są w tym okrezie częste.

Luźne porady

Będąc dawną brytyjską kolonią, w Indiach bardzo łatwo dogadać się po angielsku. Jest to drugi język narodowy.

Popularnym miejscem na restauracje czy bary są dachy budynków, na których przyjemnie można wieczorem spędzić czas, patrząc na wszystko z góry.

Przechodzenie przez ulicę może z początku wydawać się trudne, ruch drogowy jest bardzo chaotyczny, a światła rzadko przestrzegane. Nie należy przebiegać, ani robić gwałtownych przeskoków, tylko iść jak ta krowa, powoli i w tym samym tempie. Kierowcy wymijają przechodniów. Warto też przechodzić w tym samym momencie co lokalesi – robią to codziennie.

W każdym mieście dostępne są tanie pralnie, zostawia się tam ubrania i następnego ranka odbiera. Niestety robotę wykonują słabą, jednak w podróży nie jest to bardzo ważne, i tak po dniu przemierzania Delhi każdy zakamarek znów będzie w kurzu i pyle :D.

W Indiach CocaCola company robi przesmaczny napój z mango, Maaza. Polecam wszystkim, kocham go. Jest też Slice, odpowiednik od PepsiCo, całkiem ok, no ale Maaza…

 

Aby przeczytać o generalnych kosztach wyjazdów w naszym schemacie zapraszam tu: „Ile kosztują nasze podróże?”