Zima już za pasem, jednak oficjalny film przygotowany przeze mnie i kumpla na after-party zimowego wyjazdu deSkiDance – Snow & Music Festival, niedawno ujrzał światło dzienne. To dobra okazja żeby wam go pokazać i napisać conieco.

deSkiDance Day

Wstajesz rano, wcześniej niż w weekend, mimo że to środek tygodnia. Czujesz się niesamowicie rześki, mimo że wczoraj do łóżka trafiłeś nad ranem, po imprezie która w normalnych warunkach zapewniła by ci wymiernego kaca. Ale warunki sprzyjają – jesteś około 2000 metrów nad poziomem morza, a górskie powietrze wpływa na ciebie jakoś magicznie. Francuskie Alpy zawsze robią wrażenie, każdego ranka na nowo. Wychodzisz na taras zadowolony z tego, że pogoda dziś sprzyja. Mając dwie opcje wykrzykujesz jedną z nich:

1. Jest! Ależ wspaniale grzeje słońce! To będzie doskonały dzień na szusowanie!
2. Jest! Ależ wspaniale sypie śnieg! To będzie doskonały dzień w puchu!

Twój współlokator robi pyszne śniadanie. Dziś jego kolej, ty masz wolne i nawet nie kiwasz palcem. Najedzony i szczęśliwy wciskasz nogi w wysuszone już na ciepłym kaloryferze buty, bierzesz pod pachę narty/deskę, i wychodzisz na zewnątrz głęboko zaciągając się górskim powietrzem. Niektórzy w tym momencie stwierdzą „pora na papieros”. Zanim założą rękawiczki z powagą kontemplują białe szczyty, wybierając te, z których dzisiaj będą zjeżdżać. Pozostali z dziecięcą niecierpliwością wepną się w swój śnieżny sprzęt i zjadą do najbliższej gondolki. I tak spotkacie się na górze.

Wpinasz się. Ruszasz gładko. Na początku jedziesz powoli, ale z każdym metrem grawitacja robiąc swoją robotę, dodaje ci prędkości. Jeszcze chwila i już słyszysz tylko gwiżdżenie wiatru w uszach i czujesz pęd powietrza na twarzy. I nic się nie liczy!

Po jakimś czasie z transu wybija cię znany widok. Na środku trasy siedzi grupka wylansowanych snowboardzistów/narciarzy (wybierz przeciwne do twoich dech). W oczach zapala ci się „kurwik”, a w głowie już wyobrażasz sobie hałdę sniegu, którą ostro hamując zaraz spuścisz im na głowy. Gdy już masz zamiar dokonać dzieła, okazuje się, że to twoje ziomki. Zbijasz z nimi piątkę, bo przecież kumplowi nie zrobiłbyś takiego świństwa (not). Gawędzicie chwilkę wesoło, lecz żywioł wzywa dalej.

Zjeżdżasz z trasy robiąc sobie skrót. Miękki puch zapewnia ulubione doznania. Docierasz na trwające już zawody freestyle. Patrząc na zmagających się uczestników deSkiDance, panów i panie kręcących 360-tki, postanawiasz sobie, że za rok również wystartujesz. Mimo to podświadomie już wiesz, że nic z tego nie wyjdzie. Chyba że należysz do tych z samozaparciem, wtedy już w tym roku pokazujesz na co cię stać, licząc na jedną z głównych nagród. Dodatkowe narty czy snowboard zawsze mile przygarniesz.

Zbliża się wieczór. Po obiedzie otwierasz pierwsze piwko, chwilę gracie w karty. Rozważasz kąpiel w basenie i saunę, jednak byłeś już wczoraj, wystarczy. Wieczór rozkręca się coraz szybciej. Francuskie wino, jedne z tych tańszych, które kupiłeś chwilę temu znikło szybciej niż się spodziewałeś. Na szczęście już zaraz koncerty, dzisiaj chyba Gooral, a potem imprezy do wyboru do koloru. Zakładasz czapkę i ruszasz…

Wstajesz rano, wcześniej niż w weekend, mimo że to środek tygodnia. Czujesz się niesamowicie rześki, mimo że wczoraj do łóżka trafiłeś nad ranem. Niestety – dzisiaj twoja kolej na zrobienie śniadania.